Wystawy na stulecie - najkrótsza recenzja!

Jak Polska długa i szeroka, trwają okolicznościowe wystawy dedykowane stuleciu odzyskania niepodległości. Widziałem te dwie wielkie, pretendujące do miana najważniejszych, czyli w Warszawie i Krakowie, widziałem szereg pomniejszych, zrobiłem także własną - w oparciu o kolekcjonerskie zbiory. Symbolem obchodów stulecia będzie brak wystawy, nazwijmy ją głównej, wiodącej, krajowej, powszechnej etc. Celowo pomijam słowo, któremu ostatnio nadano znaczenie niezgodne z jego duchem. Dlaczego tak się stało? Primo - daliśmy się podzielić politykom co do oceny tego, co było, jest i będzie; w efekcie znalezienie wspólnego jądra takiej wystawy stało się trudne. Secundo - świat kultury nie był w stanie wspólnie pójść pod prąd politykom, aby zaoferować społeczeństwu wizję takiej wystawy, jeśli nie porywającą serca, to chociaż je poruszającą. Tertio - nie byłoby jej gdzie pokazać, bo po stu latach od odzyskania nieodległości nie byliśmy w stanie stworzyć miejsca, które byłoby godne takiej prezentacji. Może TO uda się za pięćdziesiąt lat, może uda się na dwustulecie, ale my te rocznice już chyba przeoczymy. Pozostaje nam cieszyć się tą setką, a może nawet tysiącem, drobnych wystaw...